Nasze opwieści płynące z głębi serca.. Szukamy odpowiedzi na nurtujące nas pytania.. Poznajemy siebie.. Czerpiemy z tego radość..
Thursday, 19 December 2019
Thursday, 21 November 2019
Być ze sobą
zdj.zBLOGowani
Gdy byłam małą dziewczynką bardzo lubiłam być sama ze sobą.
Bawiłam się w różne zabawy sama, ale prowadziłam dialog jakby było nas dwie.
Dzieci często bawią się w taki sposób, a dorośli twierdzą, że mają one zbyt wybujałą fantazję i traktują je z przymrużeniem oka, czekając aż te podrosną i przestaną wygadywać "głupoty".
.
Ale dla dzieci wszystko jest naturalne, bo one niczego nie rozdzielają, nie podważają rzeczy, które, widzą, słyszą czy odczuwają. Tak jest i już.
Nigdy nie byłam sama i to nie całkiem była fantazja. Pamiętam to uczucie stałego towarzystwa takiej drugiej siebie. Czułam się rozumiana w stu procentach, akceptowana, zaopiekowana z czułością...
Przez kogo?
Przez tą drugą siebie - tą duchową...
Tą obecność czułam zawsze, ale bardziej gdy byłam całkiem sama. Wtedy, gdy podskakiwałam na ścieżce wśród drzew, gdy zbierałam kwiaty na łące i uplatałam z nich wianek albo bujałam się na huśtawce.
Pewnego dnia bawiłam się w oknie. Siedziałam na parapecie (był nisko nad ziemią) i śpiewałam sobie, machając nogami ( piosenki wymyślałam na poczekaniu). Lekki wietrzyk delikatnie kołysał oknem, a ja zerkałam na swoje odbicie w szybie. Czułam się wspaniale - tak radośnie i lekko. Skończyłam śpiewać piosenkę i spojrzałam w szybę. Moje odbicie uśmiechnęło się do mnie! Było to dla mnie jako dziecka z jednej strony naturalne, ale z drugiej jednak zrobiło na mnie wrażenie. Zastanawiałam się nad tym, co widziałam, próbowałam zrozumieć. Zapamiętałam tą chwilę.
Potem w dorosłym życiu także lubiłam być sama. Nielimitowany czas dziecięcy się skończył, ale korzystałam z każdej nadarzającej się okazji, aby pobyć samej ze sobą.
Przedtem dążyłam do chwil w samotności podświadomie, teraz to wiem z pełną świadomością.
Tylko w taki sposób uzyskujemy połączenie, pełnię siebie, piękny, wewnętrzny spokój.
I wtedy spływają cudowne, wzniosłe twórcze myśli.
Gdy byłam małą dziewczynką bardzo lubiłam być sama ze sobą.
Bawiłam się w różne zabawy sama, ale prowadziłam dialog jakby było nas dwie.
Dzieci często bawią się w taki sposób, a dorośli twierdzą, że mają one zbyt wybujałą fantazję i traktują je z przymrużeniem oka, czekając aż te podrosną i przestaną wygadywać "głupoty".
.
Ale dla dzieci wszystko jest naturalne, bo one niczego nie rozdzielają, nie podważają rzeczy, które, widzą, słyszą czy odczuwają. Tak jest i już.
Nigdy nie byłam sama i to nie całkiem była fantazja. Pamiętam to uczucie stałego towarzystwa takiej drugiej siebie. Czułam się rozumiana w stu procentach, akceptowana, zaopiekowana z czułością...
Przez kogo?
Przez tą drugą siebie - tą duchową...
Tą obecność czułam zawsze, ale bardziej gdy byłam całkiem sama. Wtedy, gdy podskakiwałam na ścieżce wśród drzew, gdy zbierałam kwiaty na łące i uplatałam z nich wianek albo bujałam się na huśtawce.
Pewnego dnia bawiłam się w oknie. Siedziałam na parapecie (był nisko nad ziemią) i śpiewałam sobie, machając nogami ( piosenki wymyślałam na poczekaniu). Lekki wietrzyk delikatnie kołysał oknem, a ja zerkałam na swoje odbicie w szybie. Czułam się wspaniale - tak radośnie i lekko. Skończyłam śpiewać piosenkę i spojrzałam w szybę. Moje odbicie uśmiechnęło się do mnie! Było to dla mnie jako dziecka z jednej strony naturalne, ale z drugiej jednak zrobiło na mnie wrażenie. Zastanawiałam się nad tym, co widziałam, próbowałam zrozumieć. Zapamiętałam tą chwilę.
Potem w dorosłym życiu także lubiłam być sama. Nielimitowany czas dziecięcy się skończył, ale korzystałam z każdej nadarzającej się okazji, aby pobyć samej ze sobą.
Przedtem dążyłam do chwil w samotności podświadomie, teraz to wiem z pełną świadomością.
Tylko w taki sposób uzyskujemy połączenie, pełnię siebie, piękny, wewnętrzny spokój.
I wtedy spływają cudowne, wzniosłe twórcze myśli.
Tuesday, 12 November 2019
Co to jest szczęście??
"Dużym problemem większości ludzi jest to, że nie potrafią znaleźć szczęścia w teraźniejszości.."
- Znalezione w Internecie
Naczytałam się ostatnio na blogach o jesieni, listopadzie, o smutkach, szarości, przemijaniu, tęsknocie za przeszłością...
A ja?? Ciągle idę do przodu, nie chcę wracać do tego co było.. Cieszę się , że jestem w tym miejscu Tu i Teraz. Życie, właśnie ta przeszłość nauczyła mnie radości z prostych rzeczy dnia codziennego, z tego, że świeci słońce, pada deszcz.. Lat mi przybywa, dzieci dorosły.. Mam czas dla siebie. Wiadomo, pojawiają się problemy, kłopoty, martwienie na zapas.. Ale potrafię stawić temu czoła. Patrzę do przodu z ufnością na to co przynienie przyszłość.
Moje szczęście jest zwykłe i proste. To ja, moja Rodzina, mój sposób patrzenia na świat, akceptacja przeszłości, radość z tego co jest TERAZ.
Szczęść jest tyle ile ludzi na świecie:)
A co dla Ciebie jest szczęściem?
- Znalezione w Internecie
Naczytałam się ostatnio na blogach o jesieni, listopadzie, o smutkach, szarości, przemijaniu, tęsknocie za przeszłością...

Moje szczęście jest zwykłe i proste. To ja, moja Rodzina, mój sposób patrzenia na świat, akceptacja przeszłości, radość z tego co jest TERAZ.
Szczęść jest tyle ile ludzi na świecie:)
A co dla Ciebie jest szczęściem?
Thursday, 31 October 2019
Thabas Tu Korata - "Przypomnij Sobie" 06.05.2012
Witaj Podróżniku!
Jak wiele przeżyć masz już za sobą, a nieskończona liczba
wspanialszych przygód jeszcze czeka na Ciebie.
Podróżujemy razem, dlatego znajdziesz nas wszędzie.
Przypomnij sobie…
Jesteś Kwiatem, który Teraz zaczął się otwierać.
Twoje płatki są delikatne, nektar słodki, a Ty jesteś taki
piękny.
Przypomnij sobie…
To, co chcemy Tobie przekazać jest o wiele większe, niż
słowa które czytasz.
A więc poczuj nasze myśli i uczucia przesyłane w Twoim
kierunku.
Nasze serca przepełnione Wieczną Miłością do Ciebie wołają
„Thabas Tu Korata”, abyś mógł do nas dołączyć.
Potrzebujemy Ciebie w naszych szeregach i wysyłamy od tak
dawna zaproszenie.
Przypomnij sobie…
Jesteś w pełni Miłością, bo Miłość to Ty i wszystko
powstaje w Miłości.
Miłość jest Twoim Stwórcą, Tobą i Twoim stworzeniem.
Gdyby nie istniała Miłość, nie mógłbyś również istnieć Ty.
Powstałeś z czystej Miłości i w tym stanie istnieje Twoja
prawdziwa egzystencja.
Przypomnij sobie…
Twoje Serce jest prawe i tam istniejesz jako Zarządca
swojej Posiadłości.
Tam jest Twój wieczny Dom, do którego dostęp masz tylko Ty.
Przypomnij sobie…
Twoje Wieczne Serce nigdy nie ulegnie śmiertelności.
Gdy zewnętrzna powłoka zanika, wewnętrzna pozostaje zawsze
z trwałego i niezniszczalnego budulca, tworząc silną strukturę.
Przypomnij sobie…
Jesteś punktem centralnym, z którego wychodzą wszelakie
rzeczy, które możesz poczuć i zobaczyć.
A które są częścią Ciebie samego.
Jako Kwiat jesteś wyjątkowy, ponieważ trawa, która pod Tobą
rośnie, od wieków dostraja się do subtelnych Tonów Twojego Serca.
Nic w Twoim otoczeniu nie może zakwitnąć jako pierwsze,
dopóki Ty sam nie zakwitniesz.
Przypomnij sobie…
Ta piękna chwila jest Twoja. Wykorzystaj ją.
Śmiało dotknij Nieba… Raduj się…
Teraz…
Płyniesz z Wiatrem…
My płyniemy z Tobą…
A więc sięgaj wysoko Mój Bracie…
Dotknij Nieba Moja Siostro…
Albowiem z malutkich ziaren wyrastają Teraz piękne Kwiaty.
Radujcie się tym procesem.
THABAS TU
KORATA
Jesteśmy pod wrażeniem waszej wspaniałości i delikatnie
chylimy nasze głowy.
Zapamiętaliśmy Was takimi jakimi byliście od zawsze.
Czy przypominacie Sobie to wszystko?
Jesteśmy z Wami w każdym czasie…
Tak, gdzie istnieje Miłość, jesteśmy my wszyscy jako
Jedność.
Dziękujemy Wam za to, że dotrwaliście.
Dziękujemy za to, że jesteście.
Cudowne ogrody budzą się ze swojego długiego snu.
Wy nimi jesteście Kochani.
Wkrótce…
Etenoi Pemi!
Monday, 21 October 2019
Jesteśmy światłem...
Światło jest w nas i wokół nas. Żyjemy w świetle.. Światło jest białe i rozedrgane bo to żywa energia, która daje nam wszystko czego potrzebujemy.
Nie lubię ciemności, jestem dzieckiem dnia.. Nie lubię ciemnych jaskiń i krótkich dni.. Potrzebuję słońca i światła,, Może dlatego tak lubię południowe kraje? Pełne słońca i rozedrganego, białego światła..
Ostatnio przeglądając Internet w poszukiwaniu wiadomości na temat światła, natknęłam się na nagłówek: "Jesteśmy światłem - fakt naukowo udowodniony!" Bardzo mnie to zaintrygowało. Okazało się, że niemiecki naukowiec Prof. Fritz - Albert Popp zajmował się światłem i wpływem promieniowania na organizmy żywe, "swoją niezłomnością i wytrwałością doprowadził do jednoznacznego potwierdzenia, że nosimy światło w sobie..." Niesamowite...
https://www.iumab.org/prof-fritz-albert-popp/
https://londynek.net/czytelnia/article?jdnews_id=4274763
Światło jest wokół nas:)))
Nie lubię ciemności, jestem dzieckiem dnia.. Nie lubię ciemnych jaskiń i krótkich dni.. Potrzebuję słońca i światła,, Może dlatego tak lubię południowe kraje? Pełne słońca i rozedrganego, białego światła..
Ostatnio przeglądając Internet w poszukiwaniu wiadomości na temat światła, natknęłam się na nagłówek: "Jesteśmy światłem - fakt naukowo udowodniony!" Bardzo mnie to zaintrygowało. Okazało się, że niemiecki naukowiec Prof. Fritz - Albert Popp zajmował się światłem i wpływem promieniowania na organizmy żywe, "swoją niezłomnością i wytrwałością doprowadził do jednoznacznego potwierdzenia, że nosimy światło w sobie..." Niesamowite...
https://www.iumab.org/prof-fritz-albert-popp/
https://londynek.net/czytelnia/article?jdnews_id=4274763
Światło jest wokół nas:)))
Sunday, 6 October 2019
Zatańcz z Wiatrem...
Czym jest wiatr?? Czy to tylko ruch powietrza wywołany różnicą ciśnień?? Termin w meteorolgii??
A może wiatr jest wolnością, potęgą, przestrzenią??
Wiatr może wyrazić każde emocje, może być wszędzie gdzie zapragnie...
Zawsze w dziecięco - młodzieńczych rozmowach na temat kim chciałbyś być gdybyś nie był człowiekiem - ja zawsze chciałam być wiatrem.. Kocham drzewa ale one pomimo swojego piękna i potęgi stoją w jednym miejscu.
Mnie natomiast ciągle gdzieś gna, lubię zmiany - nawet niewielkie:)))
Mój żywioł to podróże, przestrzeń, góry, morze - a tam wszędzie mieszka wiatr:)
Kiedyś czytałam bajki i opowieści dla dzieci i pamiętam historię księżniczki, której ulubionym zajęciem były wyścigi z wiatrem albo taniec z wiatrem wśród wirujących liści... Widzę to..
Kiedyś długie tygodnie spędzałam w kilince (dawne dzieje) to moim marzeniem było znaleźć się choć na chwilę na szczycie jakiejś góry, poczuć chłodny wiatr, który zabierze ze mnie mroki, które mnie wówczas oblepiały i pozwoli odetchnąć swieżym, rześkim powietrzem.. A marzenia się spełniają:))
Nawet jak wybierałam nazwę adresu mailowego do bloga to w nazwie mam windy - wietrzny.
Wybierając zdjęcia profilowe do niektórych aplikacji szukałam ilustracji przedstawiającej wiatr..
Tak sobie zdałam sprawę, że ten wiatr jest ze mną od zawsze..
A więc zaczynam taniec z wiatrem:)))
A może wiatr jest wolnością, potęgą, przestrzenią??
Wiatr może wyrazić każde emocje, może być wszędzie gdzie zapragnie...
Zawsze w dziecięco - młodzieńczych rozmowach na temat kim chciałbyś być gdybyś nie był człowiekiem - ja zawsze chciałam być wiatrem.. Kocham drzewa ale one pomimo swojego piękna i potęgi stoją w jednym miejscu.
Mnie natomiast ciągle gdzieś gna, lubię zmiany - nawet niewielkie:)))
Mój żywioł to podróże, przestrzeń, góry, morze - a tam wszędzie mieszka wiatr:)
Kiedyś czytałam bajki i opowieści dla dzieci i pamiętam historię księżniczki, której ulubionym zajęciem były wyścigi z wiatrem albo taniec z wiatrem wśród wirujących liści... Widzę to..
Kiedyś długie tygodnie spędzałam w kilince (dawne dzieje) to moim marzeniem było znaleźć się choć na chwilę na szczycie jakiejś góry, poczuć chłodny wiatr, który zabierze ze mnie mroki, które mnie wówczas oblepiały i pozwoli odetchnąć swieżym, rześkim powietrzem.. A marzenia się spełniają:))
Nawet jak wybierałam nazwę adresu mailowego do bloga to w nazwie mam windy - wietrzny.
Wybierając zdjęcia profilowe do niektórych aplikacji szukałam ilustracji przedstawiającej wiatr..
Tak sobie zdałam sprawę, że ten wiatr jest ze mną od zawsze..
A więc zaczynam taniec z wiatrem:)))
Monday, 30 September 2019
Wspominki Małej Dziewczynki:))

Mała Dziewczynka chodziła do przedszkola oddalonego o ponad kilometr od domu. Tam na wielkich płachtach szarego papieru tworzyła swoje malowidła, tam też poznała smak placków ziemniaczanych z cukrem:). Pewnego razu po skończonych zajęciach, czekała długo na mamę, która się nie pojawiała.. Wtedy Dziewczynka wróciła sama do domu - to był jej pierwszy raz:) I co zapamietała z tej wędrówki? Jasnoniebieskie rajtuzy, które miała na sobie:))) Być może patrzyła w dół, pod nogi..
Latem Mała Dziewczynka biegała o poranku do sadu, gdzie zbierała z pokrytej srebrzystą rosą dojrzałe, ciemnogranatowe czereśnie, które wiatr nocą strącał.. Lubiła te poranki tylko zastanawiała się dlaczego jej ramiona pokrywają się gęsią skórką, skoro jest lato, świeci słońce.. Wtedy nie pomyślała, że o 5 rano nawet latem bywa chłodno:)))
Lubię tę Dziewczynkę i jej opowieści, których ma jeszcze sporo. Mała Dziewczynka chętnie posłuchałaby wspominek innej Dziewczynki:))) To zadanie dla Ciebie droga Przyjaciółko:)))
Friday, 27 September 2019
Pierwszy telefon komórkowy
Pierwsza komórka ma już czterdzieści lat!
Przeglądając internet natrafiłam na notkę o tym wydarzeniu sprzed lat i pomyślałam, że całkiem zgrabnie wpasuje się kontrastowo do poprzedniego wpisu o smartfonie.
Źródło; Crazy Nauka
A w Polsce pierwsza komórka rozpoczęła konwersację 18 czerwca 1992 roku w sieci Centertel.
Przeglądając internet natrafiłam na notkę o tym wydarzeniu sprzed lat i pomyślałam, że całkiem zgrabnie wpasuje się kontrastowo do poprzedniego wpisu o smartfonie.
Źródło; Crazy Nauka
Za pierwszy
telefon komórkowy uznaje się opracowany przez Motorolę model DynaTAC (DYNamic
Adaptive Total Area Coverage). Prototyp powstał w 1973 roku, a jego inspiracją
był komunikator kapitana Kirka ze „Star Treka”.
Podczas jego prezentacji 3 września w Nowym Jorku dr Martin
Cooper, wynalazca urządzenia, wykonał z niego pierwsze historyczne połączenie
komórkowe. Jego rozmówcą był Joel Engel, jego rywal z działu rozwoju telefonów
komórkowych w Bell Labs.
Ulepszona wersja DynaTAC-a weszła na rynek dopiero 10 lat
później, 21 sierpnia 1983 roku. Kosztowała wówczas 4 tys. dol., jej bateria
wystarczała na zaledwie pół godziny rozmowy, a czas czuwania wynosił osiem
godzin. Połączenia można było wykonywać wyłącznie w centrum Chicago, ale i tak
w dniu premiery telefonu przed sklepem Motoroli ustawiła się kolejka chętnych
na zakup telefonu.
Do 1984 roku Motorolę DynaTAC kupiło 12 tys. osób. Do jej
popularności niewątpliwie przyczyniło się to, że korzystał z niego Gordon
Gekko, grany przez Michaela Douglasa bohater nakręconego w 1987 roku głośnego
filmu „Wall Street”.
A w Polsce pierwsza komórka rozpoczęła konwersację 18 czerwca 1992 roku w sieci Centertel.
Wednesday, 11 September 2019
Podpowiedzi
![]() |
zdj. net |
Ale nie o tym chciałam.
Na nowym telefonie pisanie tekstów jest dziewicze. Żadnych podpowiedzi. Nic.
Po iluś napisanych i wysłanych smsach, smartphone zaczyna mi podpowiadać. Podpowiedzi są nieprawidłowe, bo on na razie mało wie, dopiero się uczy. Uczy się ode mnie, z materiału jaki mu dostarczam. Tak więc, pisząc i wysyłając teksty, wgrywam mu w pamięć coraz więcej wyrazów, które on potem będzie mi podtykał w podpowiedziach. Wiadomo, że nie zawsze będę z tego zadowolona, bo będzie wstawiał te słowa według własnego skojarzenia i dopasowania. I trzeba to będzie kontrolować przed każdym wysłaniem, żeby nie wyszły dziwadła językowe.
Tak rozmyślałam podczas poprawiania kolejnego tekstu, który, wcześniej "poprawił" mi mój telefon, gdy oświeciło mnie, że podobnie ma się sprawa z naszym mózgiem.
No bo czy mózg nie działa podobnie? Czyż nie podsyła nam podobnych podpowiedzi na zasadzie skojarzeń?
Wystarczy, że coś zobaczymy, nawet przypadkiem, o czymś przeczytamy czy usłyszymy, a od razu mamy podtykane podobne podpowiedzi z naszych już przeżytych sytuacji. Wyskakują jedna po drugiej, jedno wspomnienie prowadzi do drugiego, a kolejne przypomina jeszcze o innym... i wskakujemy na boczną ścieżkę, która już nawet nie jest naszym wspomnieniem tylko zasłyszanym czyimś.... Podążamy tymi ścieżkami myślowymi czasem bardzo długo z sytuacji na zdarzenie, z jednej osoby na drugą...
W końcu, gdy zmęczeni tymi podsuwanymi podpowiedziami, które gnają nas w myślową podróż, ockniemy się, to nie pamiętamy nawet o czym to chcieliśmy pomyśleć...?
I pomyśleć, że kiedyś zaczęło się to tak niewinnie - od paru wyrazów...
Czy nauczyliśmy nasz mózg funkcjonować tak jak teraz uczymy nasz telefon...?
Saturday, 27 July 2019
Jak to jest??
Fascynacja samolotami, lataniem i całkowity brak komfortu w trakcie lotu??
Uwielbiam patrzeć na samoloty. Człowiek od zarania dziejów chciał się wznieść w niebo. Teraz to jest fakt: latamy, jesteśmy w przestrzeni, w kosmosie.. Podróżowanie stało się niezwykle łatwe, daje olbrzymie możliwości poznawcze.
Podziwiam nas ludzi, że to osiągnęliśmy...
Samoloty często przelatują nad moim szkockim domem, hałasują.. Ale mnie to nie przeszkadza, podchodzę do okna i patrzę myśląc o ludziach, którzy są tam wysoko..
Dla mnie lot samolotem to ciągle wielkie przeżycie. Jestem podekscytowana wszystkim: przyjazdem na lotnisko, pobytem na hali odlotów.
Lubię patrzeć na ludzi.. Każdy ma jakąś historię, teraz jest tu a już za chwilę będzie w drodze do jakiegoś bliższego lub bardzo odległego miejsca na Ziemi..
Ja też wchodzę po schodkach do samolotu, szukam swojego miejsca (najczęściej środkowe), zapinam pas.. I odpinam go dopiero po wylądowaniu. Chcę tego: oderwać się od ziemi, unieść w górę i patrzeć w dół.. Ale zamykam oczy i udaję, że śpię, jestem spięta.. Dlaczego??? Dlaczego nie potrafię otworzyć oczu i spojrzeć? Czego się boję? Nie wiem..
Czasem ciekawość jest silniejsza i zerkam.. Szczególnie jak słyszę siedzącej przy oknie zachwyty mojej córki:) To jest niesamowite: chmury jak góry lodowe, okraszone blaskiem słońca, albo ziemia w dole.. Szczególnie nad Holandią: morze, wyspy, rzeki.. A tuż przed lądowaniem szachownica pól, dachy domów - to jest coś pięknego!!!
Odważam się ale ciągle jeszcze nie potrafię się rozluźnić i cieszyć lotem całą pełnią.
Jak Ty to robisz moja Przyjaciółko? Wiem, że latanie sprawia Ci wielką przyjemność:)))
Uwielbiam patrzeć na samoloty. Człowiek od zarania dziejów chciał się wznieść w niebo. Teraz to jest fakt: latamy, jesteśmy w przestrzeni, w kosmosie.. Podróżowanie stało się niezwykle łatwe, daje olbrzymie możliwości poznawcze.
Podziwiam nas ludzi, że to osiągnęliśmy...
Samoloty często przelatują nad moim szkockim domem, hałasują.. Ale mnie to nie przeszkadza, podchodzę do okna i patrzę myśląc o ludziach, którzy są tam wysoko..
Dla mnie lot samolotem to ciągle wielkie przeżycie. Jestem podekscytowana wszystkim: przyjazdem na lotnisko, pobytem na hali odlotów.
Lubię patrzeć na ludzi.. Każdy ma jakąś historię, teraz jest tu a już za chwilę będzie w drodze do jakiegoś bliższego lub bardzo odległego miejsca na Ziemi..
Ja też wchodzę po schodkach do samolotu, szukam swojego miejsca (najczęściej środkowe), zapinam pas.. I odpinam go dopiero po wylądowaniu. Chcę tego: oderwać się od ziemi, unieść w górę i patrzeć w dół.. Ale zamykam oczy i udaję, że śpię, jestem spięta.. Dlaczego??? Dlaczego nie potrafię otworzyć oczu i spojrzeć? Czego się boję? Nie wiem..
Czasem ciekawość jest silniejsza i zerkam.. Szczególnie jak słyszę siedzącej przy oknie zachwyty mojej córki:) To jest niesamowite: chmury jak góry lodowe, okraszone blaskiem słońca, albo ziemia w dole.. Szczególnie nad Holandią: morze, wyspy, rzeki.. A tuż przed lądowaniem szachownica pól, dachy domów - to jest coś pięknego!!!
Odważam się ale ciągle jeszcze nie potrafię się rozluźnić i cieszyć lotem całą pełnią.
Jak Ty to robisz moja Przyjaciółko? Wiem, że latanie sprawia Ci wielką przyjemność:)))
Wednesday, 17 July 2019
Przyjść, pobyć i odejść...
Kalifornia to jeden z największych Stanów Ameryki. Prawie połowę tej ziemi zakrywają piękne lasy. Część z nich jest naprawdę bardzo stara, niektóre drzewa, rosnące w kalifornijskich lasach są najstarsze na świecie.
Pewnego pięknego dnia w jednym z tych lasów, kilku leśniczych penetrowało odległe, bezludne leśne tereny, kiedy jednemu z nich wyrwał się nagle niekontrolowany okrzyk.
Koledzy natychmiast dołączyli do niego i podążyli za jego wzrokiem, zastygłym ze zdumienia.
Kilkanaście metrów przed nimi jakby nigdy nic stała sobie chatka!
Była bardzo dobrze zakamuflowana wśród leśnej scenerii i prawie nie widoczna.
Leśnicy podchodzili coraz bliżej nie mogąc wyjść z zaskoczenia i podziwu. Mała chatka miała solidnie wykonaną konstrukcję, przystosowaną do całorocznego pobytu. Ściany i spadzisty dach były obite grubą plandeką chroniącą wnętrze przed deszczami podczas zimy. Był postawiony komin i wstawione szklane okna.
Leśnicy obeszli chatkę dookoła po kila razy i zajrzeli do wnętrza. Właściciela chatki nie było, ale nie wyglądała ona absolutnie na opuszczoną. Po wejściu do środka ich zaskoczenie jeszcze wzrosło. Pozwolili sobie obejrzeć od środka to tak przedziwne znalezisko.
Domek był wyposażony całkowicie we wszystko, czego człowiek potrzebuje do życia.
Przy ścianach zamontowano grube blaty, które służyły za półki i stoliki, stały krzesła i coś w rodzaju kanapy. Kuchnia. Garnki i wszelkie naczynia, sztućce. Na zrobionym regale ustawiono puszki i słoiki z przyprawami. Stało kilka lamp naftowych i świeczniki. Na stoliku leżały przygotowane do wymiany baterie.
Spore wrażenie robił widok małego biurka, na którym stała maszyna do pisania, a w niej kilkanaście stron maszynopisu...!
Miejsce do spania przygotowano na pięterku
Leśnicy podekscytowani znaleziskiem, wrócili po miesiącu, licząc na spotkanie z tajemniczym właścicielem. Niestety, tym razem także nikogo nie zastali, jednak zauważyli brak kilku sprzętów w chatce. Po kilka tygodniach przybyli odwiedzić chatkę ponownie. Tym razem jednak ich zaskoczenie było nie mniejsze niż wtedy, gdy odkryli w lesie jej istnienie.
Chatka znikła!
Na miejscu, gdzie stała chatka nie było absolutnie nic, co by świadczyło o jej staniu w tym miejscu.
Miejsce to było doskonale uprzątnięte. Nikt by się nawet nie domyślił, że cokolwiek stało w tym miejscu.
Jedynie na środku tego skrawka ziemi, ktoś usypał znak. Z popiołu.
Znak ten w wolnym tłumaczeniu oznacza:
Przyjść. Pobyć. I odejść.
.
Sunday, 7 July 2019
Sylwetka pisarza
Wspaniale jest móc pisać. Obie lubimy to przyjemne
zajęcie. No i uwielbiamy czytać książki, ale czy wiemy – kto to jest pisarz…
Chcę w tym poście
przybliżyć sylwetkę pisarza, którą odkryłam w książce Paulo Coelho – „Być jak
płynąca rzeka”. Zachwycił mnie tym opisem.
Kiedy Paulo miał piętnaście lat, oświadczył
matce, że chce być pisarzem.
Matka, widząc, że syn uparcie trzyma się swego,
zapytała się go: - A czy ty w ogóle znasz jakiegoś pisarza? Co to znaczy być pisarzem?
Paulo postanowił wywiedzieć się dokładnie kto to jest
pisarz. Zebrał wszelkie dostępne materiały i tak oto powstał ten wspaniały
opis:
„Pisarz zawsze nosi okulary i niezbyt dokładnie się
czesze. Połowę czasu spędza obrażony na świat, drugą połowę w depresji. Mieszka
w barach, dyskutując z innymi rozczochranymi pisarzami okularnikami. Mówi
pokrętnie. Ma niesamowite pomysły na swoją kolejną powieść i nienawidzi tej,
którą właśnie wydał.
Pisarz ma potrzebę – ba, wręcz obowiązek – być
niezrozumianym przez swoje pokolenie, inaczej nigdy nie zostanie uznany za
geniusza. Dlatego jest przekonany, że urodził się w czasach powszechnej
miernoty. Bez końca zmienia i poprawia każde napisane przez siebie zdanie.
Słownictwo przeciętnego człowieka obejmuje trzy tysiące słów, ale prawdziwy
pisarz ich nie używa, ponieważ w słowniku jest jeszcze 189 tysięcy haseł, a on
nie jest człowiekiem zwyczajnym.
Tylko koledzy po piórze rozumieją, co pisarz chciał
powiedzieć. Jednak on nienawidzi ich w duchu, ponieważ chcą zająć to samo wolne
miejsce, które historia literatury, idąc przez wieki, zostawia właśnie jemu.
Pisarz rozumie tematy, których same nazwy budzą lęk:
semiotyka, epistemologia, neokonkretyzm.
Gdy pisarz chce kogoś zaskoczyć, mówi na przykład:
„Einstein był kretynem” albo „ Tołstoj to burżuazyjny pajac”. Wszyscy są
oburzeni, ale powtarzają, że teoria względności jest chybiona, a Tołstoj bronił
rosyjskiej arystokracji.
Pisarz, chcąc uwieść kobietę mówi: ”Jestem pisarzem” i
gryzmoli na serwetce wiersz – to zawsze działa.
Będąc wielkim erudytą, pisarz zawsze znajdzie pracę jako
krytyk literacki. Jest to jedyna chwila, gdy okazuje dobroduszność, pisząc o
książkach swych kolegów. Krytyka w
połowie składa się z cytatów zaczerpniętych z obcych autorów, w połowie zaś z analiz tekstu, zawierających
takie sformułowania, jak: „konstrukcja epistemologiczna” lub „wizja wpisująca
się w główny wątek”. Gdy ktoś czyta, myśli: „Ale mądry facet”, po czym
rezygnuje z kupienia książki, gdyż nie ma pojęcia, jak ją czytać, gdy natknie
się na „konstrukcję epistemologiczną”.
Pisarz, zagadnięty, co obecnie czyta, zwykle cytuje
książkę, o której nikt nie słyszał.
Istnieje tylko jeden utwór, który budzi zgodny podziw
pisarza i jego kolegów: Ulisses Jamesa Joyce’a. Pisarz nigdy nie mówi o tej
powieści źle, ale gdy go zapytać, o czym jest, nie potrafi jasno odpowiedzieć,
co budzi podejrzenia, że może jej nie czytał. To bardzo dziwne, że Ulisses nie
doczekał się wznowienia, skoro wszyscy pisarze uważają go za arcydzieło. Może
przyczyną jest głupota wydawców, którym koło nosa przechodzi okazja zbicia
fortuny na książce przez wszystkich znanej i lubianej”.
Wieczne poprawianie swojego tekstu jest mi doskonale
znane;)
Monday, 1 July 2019
Cud Przebudzenia
Cuda w moim życiu zdarzały się od zawsze, jednak kiedyś
nie rozpoznawałam, że nimi są.
Owszem, zauważałam rzeczy niezwykłe wokół siebie,
zastanawiałam się nad nimi analizując nawet głęboko, ale to nie było TO.
Opowiadając coś często używałam określeń: „wiara czyni
cuda”, „to nie był przypadek” , „to prawdziwy cud” , ale Prawdziwy Cud ukazał
mi się dużo później.
Dopiero kilka lat temu NAPRAWDĘ poznałam to, o czym wtedy zwykłam mówić.
Pewnego popołudnia doznałam PRZEBUDZENIA…
Przeglądałam fb, gdy mój wzrok przyciągnął tytuł na zamieszczonym
filmiku. I chociaż nie miałam zwyczaju otwierać takich linków, tym razem bez
żadnego zastanawiania się bez zawahania kliknęłam w tytuł. Było to zdaje się „
Życie w wieczności” (Roman Nacht). Dokładnie nie pamiętam… nie było to dla mnie nic nowego czy nadzwyczajnego,
bo takimi tematami interesowałam się zawsze, ale wtedy po prostu nie mogłam się
oprzeć, żeby nie wejść.
Otworzyłam.
Zaraz po usłyszeniu pierwszego zdania c o ś s i ę z e m n ą s t a ł o!
Poczułam jak mój umysł gwałtownie się rozszerzył.
To było tak jakbym otworzyła bramę, która była tu zawsze,
tylko ja jej wcześniej nie zauważałam… A za bramą cudowny świat…
W tym momencie wszystko rozjaśniło mi się tak bardzo, że pytania które mi się nasuwały były automatycznie wyposażone w odpowiedzi.
Nagle wszystko pojęłam. Zrozumiałam cały sens Życia.
Zrozumiałam siebie...
Zalała mnie ogromna fala radości. Odczułam w niej moje
Istnienie…
Ujrzałam piękno Życia we Wszystkim...
Przypomniałam sobie i pojęłam, że przebłyski tego stanu były
mi dostępne podczas tworzenia poezji.
Zrozumiałam, że całe moje życie
prowadziło mnie do tego momentu.
Moje poszukiwania były we mnie tą Mocą, która
wyznaczała mi DROGĘ.
Teraz to WIEM - Kto szuka, ten znajdzie…
W tym Dniu doznałam CUDU…
Ten Dzień przemienił mnie. Przemienił moje życie…
I choć na pozór wygląda ono tak samo, to od tamtej pory
moja świadomość jest zupełnie inna.
Świadomość stała się ŚWIADOMOŚCIĄ.
Zmieniło się wszystko. Teraz moja wiedza jest
inna. Moje postrzeganie siebie, świata i
innych ludzi jest inne. Moje postrzeganie zamienia się w poznanie.
Ten proces ciągle u mnie trwa, rozszerza się i pogłębia. Doświadczam
cudowności. Widzę rzeczy, o których istnieniu wcześniej nie miałam pojęcia.
To wszystko czego doświadczam było we mnie zawsze…ale żeby mogło mi się objawić musiałam stać się na to gotowa.
Właściwie miałam napisać o czymś innym i wstęp już napisałam, jednak tekst o przebudzeniu sam układał mi się na klawiaturze i napisał się z lekkością. To niech tak jest:)
Właściwie miałam napisać o czymś innym i wstęp już napisałam, jednak tekst o przebudzeniu sam układał mi się na klawiaturze i napisał się z lekkością. To niech tak jest:)
Friday, 28 June 2019
Zielony sen.
Był czas kiedy mrok pochłonął mnie w całości.. Zabrakło nagle kolorów, wokół mnie było czarno, ponuro.. Czułam się zawieszona pomiędzy światami, pogrążona w czarnej mgle.. Nierealna rzeczywistość gdzieś tam pukała do mnie z oddali..
Nasza długo wyczekiwana córeczka miała roczek, kiedy to się stało. Zachorowała... A ja nie potrafiłam się otrząsnąć..
Sama nawet nie pamiętam jak długo byłam w tej czarnej dziurze..
Pewnej szpitalnej nocy, kiedy udało mi się zasnąć miałam niezwykły sen. Cały zielony.. Przejrzysta, prześwitująca promieniami słońca zieloność otoczyła mnie, przenikała przeze mnie. Poczułam niezwykły spokój, odprężenie.. Wyrażnie czułam czyjąś obecność, ktoś był przy mnie.. Tak jakby ta cała zieloność była Kimś? Czymś?? Czułam spokój, moc, siłę..
Potem zobaczyłam moją rękę trzymającą małą niemowlęcą rączkę, która po chwili zmieniła się w dorosłą, kobiecą rękę, którą wciąż ściskałam..
Wtedy wszystko zrozumiałam, nie potrzeba było żadnych słów. Wiedziałam już, że nasza historia będzie miała pomyślne zakończenie.
Wróciłam do rzeczywistości i chociaż bywały jeszcze ciężkie chwile, walka była długa ale ja byłam spokojna, wiedziałam, że będzie dobrze. Wygraliśmy:)))
Ciągle mogę trzymać tę drobną, dorosłą łapkę w swojej..
Doświadczamy w życiu rzeczy niezwykłych..
Nie była to opowieść o moich wędrówkach, chociaż może w pewnym sensie to też była podróż...
Wokół nas ciągle zdarzają się cuda, niektórych nawet nie zauważamy..
Czy mogłabyś mi opowiedzieć o jakimś?? :)
Nasza długo wyczekiwana córeczka miała roczek, kiedy to się stało. Zachorowała... A ja nie potrafiłam się otrząsnąć..
Sama nawet nie pamiętam jak długo byłam w tej czarnej dziurze..
Pewnej szpitalnej nocy, kiedy udało mi się zasnąć miałam niezwykły sen. Cały zielony.. Przejrzysta, prześwitująca promieniami słońca zieloność otoczyła mnie, przenikała przeze mnie. Poczułam niezwykły spokój, odprężenie.. Wyrażnie czułam czyjąś obecność, ktoś był przy mnie.. Tak jakby ta cała zieloność była Kimś? Czymś?? Czułam spokój, moc, siłę..
Potem zobaczyłam moją rękę trzymającą małą niemowlęcą rączkę, która po chwili zmieniła się w dorosłą, kobiecą rękę, którą wciąż ściskałam..
Wtedy wszystko zrozumiałam, nie potrzeba było żadnych słów. Wiedziałam już, że nasza historia będzie miała pomyślne zakończenie.
Wróciłam do rzeczywistości i chociaż bywały jeszcze ciężkie chwile, walka była długa ale ja byłam spokojna, wiedziałam, że będzie dobrze. Wygraliśmy:)))
Ciągle mogę trzymać tę drobną, dorosłą łapkę w swojej..
Doświadczamy w życiu rzeczy niezwykłych..
Nie była to opowieść o moich wędrówkach, chociaż może w pewnym sensie to też była podróż...
Wokół nas ciągle zdarzają się cuda, niektórych nawet nie zauważamy..
Czy mogłabyś mi opowiedzieć o jakimś?? :)
Wednesday, 26 June 2019
Mój Las
Moim ukochanym lasem będzie zawsze ten z
mojego dzieciństwa.
Rósł tuż za podwórkiem.
Wychodziłam z domu i wchodziłam do
lasu jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie. Ale tak naprawdę była to
magiczna rzecz… Wchodząc do lasu, wchodziłam do innego świata. To był świat baśni,
odczuwałam to wyraźnie, choć będąc dzieckiem nie rozróżniałam tego, właściwie ten
baśniowy świat był dla mnie bardziej prawdziwy.
Las był własnością moich rodziców, więc nie
martwili się tym, że często tam przebywałam. Las rósł sobie na rozległym
pagórku, który wznosił się od strony domu, dalej przechodząc w łagodniejszy
teren. Na przedniej części lasu, tej od domu zadomowiły się drzewa liściaste, w
przewadze dęby. Rozkładały swoje rozłożyste konary, tworząc tą część lasu
tajemniczą. Rosły tam też buki i trochę brzóz. W tych miejscach jesienią
pojawiały się piękne borowiki.
Brzózki wytworzyły również swoje własne zakątki, jeden po lewej stronie lasu, a drugi na jego tyłach. Pięknie się prezentowały w takich zagajnikach niczym panny na balu w biało-zielonych sukienkach. Wśród nich rosły koźlaki, także te czerwone.
Po sąsiedzku z brzózkami stały elegancko wyprostowane modrzewie. Z prawdziwą gracją opuszczały gałęzie w dół i kusiły widokiem mięciutkich gałązek, przybranych zielono- srebrzystym igliwiem.
Brzózki wytworzyły również swoje własne zakątki, jeden po lewej stronie lasu, a drugi na jego tyłach. Pięknie się prezentowały w takich zagajnikach niczym panny na balu w biało-zielonych sukienkach. Wśród nich rosły koźlaki, także te czerwone.
Po sąsiedzku z brzózkami stały elegancko wyprostowane modrzewie. Z prawdziwą gracją opuszczały gałęzie w dół i kusiły widokiem mięciutkich gałązek, przybranych zielono- srebrzystym igliwiem.
Pozostałą część lasu zamieszkiwały sosny.
Wśród nich było przejrzyście, słońce śmiało rozpychało się pomiędzy smukłymi
sosnami. Pachniało ich igliwiem i żywicą.
W lesie rosły paprocie, konwalie, wrzosy. Wiosną pojawiały się przylaszczki i inne, których nazw nie znałam. Późnym latem na skraju lasu wyjadałam słodkie, rozkosznie pachnące maliny.
W całym lesie widniały wydeptane leśne ścieżki, po których z uwielbieniem spacerowałam, podskakiwałam i wyśpiewywałam własne piosenki. Towarzyszyło mi echo, wtórując drugim głosem, chociaż czasami byłam pewna, że to były leśne wróżki, a może elfy…
W lesie rosły paprocie, konwalie, wrzosy. Wiosną pojawiały się przylaszczki i inne, których nazw nie znałam. Późnym latem na skraju lasu wyjadałam słodkie, rozkosznie pachnące maliny.
W całym lesie widniały wydeptane leśne ścieżki, po których z uwielbieniem spacerowałam, podskakiwałam i wyśpiewywałam własne piosenki. Towarzyszyło mi echo, wtórując drugim głosem, chociaż czasami byłam pewna, że to były leśne wróżki, a może elfy…
Blisko domu była polanka. Otoczona dębami i dwiema brzozami tworzyła piękne miejsce. Leżał tam stary powalony pień. Siadywałam na nim i puszczałam wodze wyobraźni niczym Ania z
Zielonego Wzgórza. Kochałam tam przesiadywać i słuchać szumu drzew, śpiewu
ptaków. Odczuwać zapach lasu…
Gdy siedziałam na polance, dobiegały do mnie
zwykłe odgłosy z podwórka, z pola, ale ja byłam w innym świecie, bo mój świat
był niezwykły… To był baśniowy świat.
Pewnego wiosennego, bardzo wczesnego ranka
obudziło mnie niezwykłe poruszenie w domu. Byłam jeszcze zaspana, ale udzielił
mi się niepokojący nastrój rozmawiających rodziców i starszej siostry. Wstałam.
Zastałam ich w kuchni przy oknie, z którego widoczne było wzgórze lasu. Byli
tak podekscytowani, że nawet nie zwrócili na mnie uwagi.
- Co to może być? – zastanawiali się głośno.
Podeszłam i wcisnęłam się pomiędzy nich. Spojrzałam za okno i od razu zobaczyłam
górujący wysoko nad lasem jakby metalowy pręt! To był niesamowity i
niezrozumiały widok.
Tata poszedł do lasu sprawdzić co to jest i skąd
się wzięło.
Okazało się, że w nocy w naszym lesie wojsko rozbiło
sobie obóz!
Ten pręt to był maszt od radiostacji. Radiostacja
miała w tym miejscu dobry zasięg i dowódca zadecydował, że tu będzie obóz. Nie
wiedział, że zajmują teren prywatny. Zniszczyli nam trochę młodych drzew,
wjeżdżając ciężką wojskową ciężarówką i rozstawiając namioty, ale co było na to
poradzić skoro już wjechali i się rozgościli.
W szkole od razu znalazłam się w centrum
zainteresowania( byłam chyba w trzeciej klasie). Wszyscy mnie wypytywali o
szczegóły, a chłopaki zazdrościli mi takich gości. Żołnierze zostali w naszym
lesie przez tydzień. Przynosili mi w tym czasie suchary i czekoladę. Potem
pożegnali się i ostrożnie, żeby już nie niszczyć drzew wyjechali z lasu.
Mój las zawsze pozostanie Moim Lasem. I chociaż
mieszkam daleko od niego, odwiedzam go co kilka lat... zawsze ze wzruszeniem
Leśne opowieści pewnie jeszcze tu zagoszczą...
A co Ty opowiesz mi tym razem Przyjaciółko? .Może o lesie, może o górach, a może o jakiejś przygodzie z podróży... Cała zamieniam się w słuch...:)
A co Ty opowiesz mi tym razem Przyjaciółko? .Może o lesie, może o górach, a może o jakiejś przygodzie z podróży... Cała zamieniam się w słuch...:)
Tuesday, 25 June 2019
Opowieść o Czarodziejskim Lesie..
Dawno temu, kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką, wpadła mi w ręce nieduża książeczka: Wiersze dla dzieci, Marii Konopnickiej. Moja przygoda z czytaniem dopiero się zaczynała..
Pamietam wiersz o lesie, ale to nie on zwrócił moją uwagę. Obok była ilustracja, obrazek przedstawiający las i to on mnie zauroczył... Był niesamowity, na pierwszym planie łąka pełna wysokich traw i kwitnących margaretek a zaraz wyżej jawiła się prosta ściana lasu..
Potężne drzewa z wielkimi konarami wyciągniętymi do przodu i zapraszającymi mnie do siebie.. Czułam zieloność, jasność, dom...
Bardzo chciałam wejść do tego lasu i szukałam go długo. Wypatrywałam potężnych drzew i gęstego poszycia..
Minęło kilka lat, jechałam gdzieś z rodziną -autem. Oczywiście podziwiałam mijające nas widoki i nagle.... Zobaczyłam łąkę, nieskoszone wysokie trawy, białe połacie kwitnących margaretek i sciana lasu..
A co najważniejsze w pierwszym rzędzie te drzewa, które ciągle miałam w głowie. Potężne, szerokie pnie, wielkie wyciągnięte ku górze konary.. To był ten las!!!
Potem okazało się, że rośnie on tylko kilka kilometrów od naszego rodzinnego domu. Tato zabrał mnie tam na spacer:) Szliśmy długo ścieżką między polami, było lato, świeciło słońce.. W końcu zobaczyłam zapraszające mnie konary.. Drzewa szumiały cicho.. Ogarnął nas półmrok, potężne gałęzie i liście przysłaniały słońce. Podniosłam głowę do góry i patrzyłam na przenikające przez zielonść promienie słońca.. Nieopodal odezwała się kukułka a w dole szemrał strumień.. Las szumiał swoją opowieść..
To było niesamowite... Od tamtej pory jest to dla mnie ciagle czarodziejski las...
Kraina Dzieciństwa zaprasza nas do siebie.. A Ty droga Przyjaciólko czy zechciałabyś podzielić się jakimś wspomnieniem??
Pamietam wiersz o lesie, ale to nie on zwrócił moją uwagę. Obok była ilustracja, obrazek przedstawiający las i to on mnie zauroczył... Był niesamowity, na pierwszym planie łąka pełna wysokich traw i kwitnących margaretek a zaraz wyżej jawiła się prosta ściana lasu..
Potężne drzewa z wielkimi konarami wyciągniętymi do przodu i zapraszającymi mnie do siebie.. Czułam zieloność, jasność, dom...
Bardzo chciałam wejść do tego lasu i szukałam go długo. Wypatrywałam potężnych drzew i gęstego poszycia..
Minęło kilka lat, jechałam gdzieś z rodziną -autem. Oczywiście podziwiałam mijające nas widoki i nagle.... Zobaczyłam łąkę, nieskoszone wysokie trawy, białe połacie kwitnących margaretek i sciana lasu..
A co najważniejsze w pierwszym rzędzie te drzewa, które ciągle miałam w głowie. Potężne, szerokie pnie, wielkie wyciągnięte ku górze konary.. To był ten las!!!
Potem okazało się, że rośnie on tylko kilka kilometrów od naszego rodzinnego domu. Tato zabrał mnie tam na spacer:) Szliśmy długo ścieżką między polami, było lato, świeciło słońce.. W końcu zobaczyłam zapraszające mnie konary.. Drzewa szumiały cicho.. Ogarnął nas półmrok, potężne gałęzie i liście przysłaniały słońce. Podniosłam głowę do góry i patrzyłam na przenikające przez zielonść promienie słońca.. Nieopodal odezwała się kukułka a w dole szemrał strumień.. Las szumiał swoją opowieść..
To było niesamowite... Od tamtej pory jest to dla mnie ciagle czarodziejski las...
Kraina Dzieciństwa zaprasza nas do siebie.. A Ty droga Przyjaciólko czy zechciałabyś podzielić się jakimś wspomnieniem??
Monday, 24 June 2019
Rozmowy z Przyjaciółką - na spacerze w lesie
Przyjaciel to ktoś, kto serce ma otwarte na oścież i zawsze cię tam przygarnie.
Przyjaciel...to brzmi tak ufnie, serdecznie i pewnie.
Szczęśliwy ten, kto ma Przyjaciela... Pięknie jest razem przemierzać ścieżki i snuć opowieści...
Ach, jak się cieszę Jolu tym dzisiejszym spacerem...
Spacer przez las zawsze jest pełen uroku. Drzewa mają siłę przyciągania czyż nie...
Stoją takie dumne, otoczone magiczną mgiełką. Lubię takie słoneczne smugi, gdzie słońce ledwie się przedziera przez gęste gałęzie, tworząc aurę tajemniczości..., ale lubię też tą ścieżkę zalaną słońcem... tak przyjaźnie otula twarz...
- Przyjaciółko, wiem, że wiele ścieżek przemierzyłaś w różnych lasach. Czy któryś bardziej zapadł ci w pamięci?
Wiem, że wszystkie lasy są piękne, ale może któryś z nich zrobił na tobie wrażenie wyjątkowego?
Opowiedz proszę, lubię słuchać twoich opowieści...
Subscribe to:
Posts (Atom)